N i e g o r s z c i e s i ę
Trójkąta?
Kocha żoncie
A inną w kącie
Chwast?
Lepsze z niego ziółko
Komplementy prawi w kółko
Widocznie to ziele
Nie potrafi wiele
Uważaj
Czyha na wieniec
I zboczeniec
Z pętelką?
Spodziewał się buzi
Dostał guzik
Dorożkarz i koń
W zaczarowanej dorożce
Zaczarowani troszkę
Niejedna
Po kieszeni go maca
Czy się opłaca
I uległa
Errare humanum est
Pomyślała na jego gest
Dewizę
Roma locuta causa finita
Wyznaje moja kobita
To mi pozostało
Straciłem już wszelką szansę
Więc jeszcze w głowie uprawiam romanse
Działaj działaj
Gawędziarz seksualny
Nie jest zapalny
Nie mów tylko tego
W twoje obecności
Wszystko się prości
Hausgestapo?
Pytasz dlaczego w oczach łzy mam?
Dłużej z tobą nie wytrzymam
Kategorie
Jedni maja poroże
Inni maja obrożę
Nie bądź taki gorący
Gdy podniesiesz brew
Już gotuje się moja krew
Tak trzymaj
Podlizywał się
I podlizywał
Jestem bogaty
Mogę padać ofiarą
Pięknych kobiet
Po to się je zamyka
Bądź otwarta
Za zamkniętymi drzwiami
Ślub
Stoisz u bram nieba
Lub nad przepaścią
Koham
Popełniam błąd
By móc się z niego wycofać
Nie chwal się
Nie będę sobą
Gdy skończę przed dobą
Po bożemu
Dąż do celu
Po weselu
Początek pisania?
Chwila nieuwagi
Początek sagi
Cel uświęca środki
Więc zmierzam do środka
Twój jest dla mnie święty
I czymś jeszcze
Dziewczyny marzą
O mężczyźnie z twarzą
Choć jest ładna?
Zapuszczała na innego sidła
Gdy kolejnemu zbrzydła
Wyjątek w upadku
W upadku z tobą
Nie widzę upadku moralności
Oświadczyny przestępcy
Nazywam rzeczy po imieniu
Zamknijmy się we wspólnym więzieniu
Na nic horyzont
Ma szerokie horyzonta
A myśl o jednej go zaprząta
Bez wódki..
Nierozwiązana to kwestia
Czy z niej anioł czy bestia
Bo się wypaliła?
Gwiazda upada
Gdy ubywa satelitów
Jak się pozbyć?
Kipi we mnie złość
Mam jej dość
Niej daj się
Gdy poczuje się królową
Potraktuje cie jak błazna
I to szybko
Spadaj
Gdy wyczujesz u niej prawo ciążenia
Trochę wyżej?
Moje myśli o niej są przyziemne
Może nie tak całkiem
Nie mdlej
Moja do niej słabość
Mocy ma dość
Chodź po ziemi
Moją troską
By nie była zanadto boską
Wzajemnie
Jestem wykolejony
Bo jesteś pociągająca
Nie lekarstwo
Nie można jej do rany przyłożyć
Jest od siedmiu boleści
I lwica!
Budzi się we mnie lew
Budzi się we mnie lew
Gdy widzę jej wzburzoną krew
Takiej nie wierz
Wymówiła się wymówką
Nie pozwala zdrówko
Czy dotrzymasz kroku?
Na wyspie szczęścia mogę być jedyny
Dla wielu
Obowiązek
Jedenaste przykazanie
Kochajmy panie
Co masz na myśli?
Bywają kości niezgody
I kości zgody
Niezguła
Byłem dla niej gotów na wszystko
Więc kazała zmykać
U żony?
Łzy perliste
Bywają nie czyste
Tak bywa
Jego zdania są podzielone
Ma własna i cudzą żonę
Odeszła
Dał do zrozumienia
Nie ma mienia
Przedtem anioł
Kobieta mocna w pysku
Bywa przy małżeński ognisku
Koleje wykolejone
Taka kolej losu
Był trzos nie ma trzosu
Jest na wierzchu
Tak nisko upadł
Jednak odbił się od drugiego dna
Różnica
Mężczyzna nosi maskę
Kobieta maseczkę
Przewidujący
Wiem co się zdarzy
Gdy widzę zachwyt na twej twarzy
Mnie za mało
Nie potrzebne nam siódme niebo
Wystarczy pierwsze
Monolog
Być albo nie być
Z tobą być
Usidlony?
Brak wyjścia z tej pułapki
Tu babki tam babki
Bądź urozmaicony
Nie powtarzaj się
Staniesz się przestarzały
Trzeba umieć
Sposób patrzenia
Daje do myślenia
Słusznie
Wierzę w palec Boży
Wszystko dobre się ułoży
Dawała znaki
W głowie mu zaświtało
Że jej w ciąż za mało
Bo mężczyzna to człowiek
Tęskni i czeka
Na człowieka
Oczywiste
Każdej płci długi język
Służy do czego innego
Staraj się
Na jej widok serce mi się łamie
Ona nie dla mnie
Samolub
Otwórz się sezamie
Wyłącznie dla mnie
To wśród kur
Kura miewa nadzieję
Gdy kogut pieje
Pójdź od razu z drugim
Z pierwszym mężczyzna
Nie znajdziesz się w siódmym niebie
Nie przypinaj
Gdy przypiął jej skrzydła
Zbrzydła
I nikt nie pada martwy
W manewrach miłosnych
Są tylko sojusznicy
A tyle ich rośnie
Z biegiem latek
Coraz trudniej o kwiatek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz